Koniec Początkiem 2010-03-13 16:24:53

       Doszedłem do punktu, do jakiego dochodzi wielu innych blogowiczów. W wyniku pewnych rozmyślań, stwierdziłem, że czas zakończyć tego bloga. To trochę dziwne, ale czuje się nieco przygnieciony bagażem poprzednich wpisów. Przez to nie mogę pisać zupełnie swobodnie... Jak komuś chce się dalej czytać moje wymysły niech napisze na maila, a rzucę linka do mojego nowego bloga, który ruszy za niedługo. ;)

       Stereo Mc's - The End

skomentuj (1)

"3" 2010-03-07 18:55:50

      Pamiętam jak parę lat temu, gdy jeszcze nie miałem kompa, słuchałem sobie radia, zwyczajowo skakałem po stacjach w poszukiwaniu ciekawych brzmień. W końcu wpadłem i na "trójkę".   Miałem szczęście trafić akurat na audycję "Trzecia Strona Księżyca". Mmm...niejaki DJ Luna( o ile pamiętam) puszczał tam naprawdę fantastyczną muzykę, od razu poczułem, że to coś dla mnie, tam właśnie zapoznałem się z Royksopp ot choćby (So Easy). Trójeczka zawsze się wyróżniała na tle innych stacji, muzykę puszczali tam na poziomie, taką ambitną...inną. Do tej pory lubię jeszcze trójki posłuchać od czasu do czasu, i pal licho te polityczno-ekonomiczne wątki, choć faktycznie jest ich zbyt dużo, zwłaszcza te polityczne bzdury mnie irytują. Mam wrażenie, że trójka to jeden z ostatnich bastionów muzyki ambitniejszej niż "lejdi zgaga". Bo radio 94 już mi się nie podoba...A to przecież tam zapoznałem się z Rage Against The Machine, Radiostacja...rany, jaką tam kiedyś fajną muzykę puszczali, zajebiście ambitny hip hop, w "rejdjo for ju" słuchałem kiedyś nocy dzidżejów...Ale nawet radia stricte komercyjne miały swój styl, całkiem przyjemnie było posłuchać. Teraz hm...to wszystko przypomina jednakową, szarą papkę. Albo puszczają te nowe hity(jak dla kogo, dla mnie 99proc z tych nowych "hitów" to shity :P ) w kółko i na okrągło wałkując tych samych dwadzieścia kawałków przez trzy miesiące...albo odgrzewają w nieskończoność stare kotlety...Taka typowa, komercyjna taśmówka, zero spontaniczności, zero oryginalności...Ale nie jest tak źle, są jeszcze stacje ciekawe, wśród nich właśnie trójeczka, radio pin i parę innych...I mam taką cichą nadzieję, że jednak trójka nie zostanie zabita politycznym przedszkolem. Warto o nią powalczyć, choćby ze względu na wiernych słuchaczy,  i na ten charakterystyczny styl jakim od zawsze wyróżniało się to radio...

     I tak już trochę poza tematem dodam od siebie coś. Strasznie mnie wkurza wciskanie polityki gdzie tylko się da. Media masowe są dziś na przerażajaco niskim poziomie. Na siłę robią gwiazdy, czy może raczej pseudo-gwiazdy z tych krzykliwych, bezmyślnych durni jakich pełno w naszym parlamencie. I nieważne czy facet(rzadziej kobieta :P) jest rozsądny czy nie, ważne, żeby był głośny, kontrowersyjny, tudzież śmieszny albo najzwyczajniej w świecie głupi. Politycy robią z siebie debili w dużej mierze przez media, to zwyczajna popisówa. A ciekaw jestem jak by się zachowało nasze wesołe stado przedszkolaków zgrywających poważnych posłów , gdyby nie byli aż tak bardzo na świeczniku jak są dziś? Media zawsze bedą szukać taniej sensacji, ale przecież panowie dziennikarze ponoć są mądrzy, inteligentni itd. Zatem może czasem powinni się zastanowić nim zrobią gwiazdę z wiejskiego cwaniaczka albo zwykłego faszysty? Nasze media są chore, ich stan pogarsza się z każdym rokiem. Chociaż radia i tak wypadają całkiem nieźle jeśli porównać je z chłamem jakim zalewa nas telewizja...Ja to już olałem dawno temu...Jak to Fisz stwierdził w jednym ze swoich kawałków - "nie tykam polityki". I obym w radiu mógł usłyszeć jak najwięcej dobrej muzyki zamiast tych idiotycznych i żałosnych, politycznych bzdetów...Wam rzecz jasna życzę tego samego.Niech muzyka będzie z Wami. ;)

      http://www.youtube.com/watch?v=RST4R1CEgLQ
     Royksopp - So Easy

skomentuj (0)

Myśli Wczesnowiosenne 2010-03-02 01:04:58

      Kocham to. Wiem, jestem strasznie emocjonalny. Ale...kocham to. Noc, rower, muzyka i ja. Ostatnio to rzadkie zdarzenie, ale wczoraj jadąc, uśmiechałem się co jakiś czas czując rozpierająca mnie radość, wolność. Jestem cholernym romantykiem, a noc jest świetnym katalizatorem mojego romantyzmu. To przecież zawsze w nocy miewam te swoje odloty. Kiedy to przenoszę się do innego świata. Zakrzywiam swoją rzeczywistość. Moim kosmosem staje się muzyka. Łapczywie chłonę kolejne utwory, smakuję poszczególne dźwięki. A gdy, tak jak wczoraj, dodam do tego pęd, wiatr na twarzy, neony, światła miasta nocą, a nawet ludzi...Jest pięknie. Te wypady to magiczne chwile, wtedy...jestem sobą. Wtedy mam wrażenie, że robię to, do czego zostałem stworzony. Z jednej strony słyszę harmonię muzyki, z drugiej zaś...widzę chaos miasta, jego nocnego życia...I to wszystko ze sobą współgra, uzupełnia się ze sobą...W tych chwilach czuję równowagę...Wspaniałe uczucie, bezcenny spokój ducha.

       Kocham muzykę. To najpiękniejszy Wszechświat jaki dane mi było poznać. Niesamowita różnorodność...Tyle piękna. Tyle uczuć. Spotkałem ostatnio kilka osób, które kochają muzykę równie mocno jak ja. I choć nacodzień jesteśmy bardzo różnymi ludźmi z bardzo róznymi życiami to...rozumiemy się niemal bez słów. Kończymy własne myśli. Nić porozumienia między nami jest tak namacalna, że możnaby jej dotknąć. To wspaniałe uczucie, gdy rozmawisz albo piszesz z człowiekiem, który łapie to, co Ty. Ubiera to w inne słowa, ale czuje to samo. Muzyka to najpiękniejszy, najbardziej elegancki i najbardziej uniwersalny język świata. Tu nie trzeba nic rozumieć. Brzmienie trafia wprost do mózgu, jest zrozumiałe niemal od razu, chociaż do niektórych jego odmian trzeba dojrzeć...To nie ludzie a muzyka daje mi siłę aby kolejnego dnia wstać z łóżka. I żyć. Jestem muzyką.


      ...Było już grubo po północy. Siedziałem w opustoszałym parku na murku. Muzyka ze słuchawek po cichu koiła duszę. Pomarańczowe światła latarnii dodawały temu miejscu uroku. Powietrze wczesnej wiosny było cudowne. Każdy oddech napełniał moje płuca radością. Naszła mnie nostalgia, tęsknota za dawnymi czasami, ale to było pozytywne doświadczenie. Z życzliwym uśmiechem patrzyłem na miejsca, w których bawiłem się jako dzieciak...Myślałem o kilku osobach. Tych z przeszłości, tych z teraźniejszości...O tym jakie to życie bywa przewrotne i nigdy nie wiadomo co z kogo wyrośnie i jakie talenty ujawnią się w tych ludziach...To wspaniałe, kiedy odnajdujesz w sobie nową pasję popartą talentem, czujesz jakbyś się rodził na nowo. Dostajesz skrzydeł...W końcu...W końcu pomyślałem o kimś z przyszłości. Spojrzałem się w nocne niebo, księżyc był w pełni i świecił jasno. Uznałem, że dziś mnie słucha. Myślałem o tym kimś z przyszłości...Powiedziałem mu, żeby przekazał Jej, że czekam...


       "
Informacja nie jest jeszcze wiedzą. Wiedza nie jest mądrością. Mądrość nie jest prawdą. Prawda nie jest pięknem. Piękno nie jest jeszcze miłością. Miłość to nie muzyka. Muzyka jest THE BEST." Frank Zappa


      Muzyka jaką proponuję nie jest związana z tematem.

      The Herbalizer - Gadget Funk

skomentuj (2)

Rzeki Światła 2010-02-11 22:39:41

       Wiało. Cholernie mocno wiało...Niebo było jasno-błękitne...Prawie czyste, bo gdzieśtam wysoko leniwie płynęły postrzępione, pierzaste chmury...Co jakiś czas nieboskłon przecinał samolot, zostawiając za sobą białą smugę...Słońce świeciło oślepiającym blaskiem...Było dość gorąco...Poniżej widać było wielkie miasto. Tętniło życiem. Samochody, ludzie...Z góry to wyglądało jak wielkie mrowisko...Tyle w nim było mrówek, każda z nich zdążała gdzieś...po coś...Miała własne życie. Swój własny, ogromny kosmos radości i zmartwień...Lecz tu, na górze, to nie miało znaczenia. Jej to nie obchodziło ani nie dotyczyło...Stała na dachu wieżowca finansowej korporacji...W tym budynku było tak wielu różnych ludzi, mówiących w tak wielu różnych językach, współczesna Wieża Babel...Wiatr zagłuszał wszystko wokół. Wszystko poza Jej myślami...A te pędziły jak szalone...

       Zaledwie kilkadziesiąt minut wcześniej siedziała w biurze kilkanaście pięter niżej. Robiła to, co zwykle, udawała, że pracuje, popijając małą czarną. Co jakiś czas zamieniła dwa słowa z kimś znajomym, szperała w internecie...Ot, dzień jak codzień. Czas mijał wolno, zbyt wolno...Zerknęła na monitor komputera, Jej uwagę przykuł nowy mail. Ze zdziwieniem zauważyła, że to od kogoś nieznajomego.Podpisał się "Wahej"... Pomyślała, że to pewnie znowu jakiś debilny spam, z początku chciała to od razu wyrzucić do kosza...Ale...Tytuł wyglądał ciekawie..."Otwórz Oczy"...Zmieniła zdanie. Zaczęła czytać...Z każdą kolejną sekundą coraz bardziej Ją to wciągało...Czuła jak życie zaczyna tętnić w Jej żyłach...Gdy doczytała do końca, poczuła się...dziwnie. Miała niejasne odczucie, że za chwilę zrozumie coś ważnego. Siedziała dalej przez dość długą chwilę...Pomyślała, że chyba lepiej będzie jak pójdzie do łazienki się trochę odświeżyć, uspokoić. Wyszła szybko z biura. Idąc korytarzem w ogóle ignorowała ludzi, jakby ich nie było...Weszła do pustej łazienki, wszystko się błyszczało idealnie wypolerowane, zwróciła uwagę na światła z żarówek, były jakby jaśniejsze, świeciły mocniej niż zazwyczaj...Podeszła do umywalki, obmyła twarz zimną wodą i spojrzała w lustro...Mail przypomniał się ze zdwojoną siłą...Patrzyła na swoje odbicie, zauważyła we własnych oczach jakiś...błysk. Ogarnął Ją niepokój, ale też i przyjemność, serce zabiło mocniej...Zrozumiała. To było to. Wiedziała gdzie iść...Chociaż jeszcze nie wiedziała po co...Po znajomości poprosiła starego,siwego ochroniarza o klucz do drzwi, za którymi kryła się klatka schodowa prowadząca na dach...

Stała teraz na dachu...Ubrana w elegancką czarną marynarkę i czarne spodnie...Wiatr rozwiewał Jej długie, kasztanowe włosy...Szmaragdowe oczy płonęły zimnym blaskiem...Patrzyła na to wszystko, co było poniżej w niemym zachwycie...Nawet gdyby chciała, nie potrafiłaby ująć tego, co czuła w jakiekolwiek słowa...Długo tak stała, całą wieczność...Teraz już wiedziała co zrobić lecz czekała aż znikną jakiekolwiek wątpliwości...W tym, co zamierzała uczynić nie wolno było mieć żadnych wątpliwości czy pytań...Weszła na gzyms, teraz już nie patrzyła w dół, na miasto, teraz jej spojrzenie zwróciło się ku niebu...To, czego nigdy nie dostrzegała wcześniej, teraz uderzało ją z wielką siłą...Niebo...Tego dnia stało się tak...piękne...urzekające...Przez dwadzieścia osiem lat swojego życia Ona tego nie widziała...Ale dziś wszytko było inaczej...Znów przypomniała sobie tego maila...Rozłożyła ręce niczym ptak, wolny ptak...Zaśmiała się do siebie, i być może do Kogoś jeszcze...Czuła fantastyczną wolność...Zamknęła oczy...Pod zamkniętymi powiekami przewijało się całe Jej życie, zrozumiała jak wiele pięknych chwil przegapiła mając oczy szeroko zamknięte chaosem i banalnością dnia codziennego...To było olśnienie...I w końcu...Skoczyła...


      Spadała coraz szybciej i szybciej. Nie czuła strachu, czuła...spokój. Myśli znikły, Jej umysł jeszcze nigdy nie był tak czysty jak w tej, trwającej eony, chwili...Szybkość wyciskała z oczu łzy.W uszach huczało.Oddech się niemiłosiernie spłycał, serce szalało...A chodnik zbliżał się coraz bardziej...Jeszcze chwila, jeszcze sekunda...


      ...I zobaczyła to...Zobaczyła rzeki światła...Leniwie płynące pośród niezmierzonej czarnej pustki...Zobaczyła miliardy gwiazd i galaktyk...Panowała doskonała cisza...A rzeki światła wciąż płynęły nie mając początku ani końca...Było ich nieskończenie wiele...Po prostu trwały w idealnym porządku...Widziała w nich życia różnych ludzi, tych którzy są, tych którzy byli, tych którzy...będą...To o czym zawsze myślała, że jest niezmierzonym chaosem, tutaj, w tym magicznym miejscu między życiem a śmiercią, między dachem a chodnikiem, stawało się idealnym porządkiem...Zrozumienie...Gdzieś w tle słyszała narastający szept..."otwórz oczy...otwórz oczy..."


     Otworzyła oczy. Serce waliło jak szalone. Dopiero po kilku minutach zdała sobie sprawę, że jest we własnym domu i leży we własnym łóżku...Obok niej siedział Jej mąż i właśnie Ją obudził..."Otwórz oczy Kochanie..."

      Spojrzała na niego zupełnie zszokowana...Pocałowała go tak, jak nigdy dotąd i wyszeptała ..."dobrze,że jesteś...". Przytulili się...Doceniła cokolwiek, kogokolwiek po raz pierwszy odkąd się urodziła...Po raz pierwszy od swoich narodzin pomyślała, że życie jest piękne, i że warto się cieszyć każdym następnym dniem, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nadejdzie koniec...


      A gdzieś daleko, albo nawet tuż obok, może pod Jej łóżkiem, płynęły rzeki światła...Ktoś po cichu zaśmiał się życzliwie, Jego oblicze, starsze niż sam Wszechświat, znowu nawiedził uśmiech... ;)

skomentuj (7)

Warto? 2010-01-30 19:09:41

      "(...) Nie jest dobrze, gdy spotykają się ze sobą dwaj filozofowie. Prędzej czy później tematem ich rozmów stanie się śmierć. O naturze śmierci można rozprawiać długo i namiętnie, jednakże konkluzja zawsze będzie taka sama. Śmierć jest końcem wszystkiego, co czynisz na tym świecie. Możesz się starać, walczyć, gryźć, ale po śmierci zawsze coś pozostanie niedokończone.  Świat nawet tego nie zauważy, będzie dalej kroczył naprzód niepomny na to, iż Ciebie już nie ma...Twoje sprawy albo powoli zostaną wymazane przez czas, albo skończy je ktoś inny...Taka już jest kolej rzeczy. Ale to nieprawda, że znikniesz Ty i Twoja twórczość. Twórczość zostanie. twórczość to Twój bilet do nieśmiertelności. Gdy ciało odejdzie, dusza pozostanie. Pozostanie w umysłach tych, którzy czytają, piszą...W umysłach tych, którzy chłoną. Oddajesz im, zostawiasz im w spadku, absolutnie najpiękniejszą część siebie - Swoją duszę, ona będzie żyła w ich głowach a nawet i sercach...Tworząc czynisz coś niewiarygodnie pozytywnego. Swoją Twórczością dodajesz do życia niewyobrażalnie małą ale i niewyobrażalnie ważną cegiełkę, która wprowadza do niego kolejną malutką, ale jednak bezcenną dawkę kolorów...Tworząc dajesz innym coś równie pięknego i cennego jak Miłość, dajesz innym własną Duszę...Sprawiasz, że Twoje życie, jakkolwiek byś go nie przeżył, po Twojej śmierci będzie przedstawiało istotną wartość...Czy zatem warto tworzyć, mimo, że prędzej czy później Ponury Żniwiarz nadejdzie i wykona swoją pracę? Myślę, że warto Tworzyć m.in. właśnie dlatego. Jeśli ktoś przeczyta, posłucha, obejrzy, poczuje to, co stworzyłeś i obudzą się w nim uczucia, to warto, naprawdę warto..."

     To był fragment mojego listu do pewnego bardzo ciekawego człowieka, którego zapoznałem na czacie na WP. On kocha muzykę równie mocno jak ja. Ten list może się jednak odnosić do każdego z Was...

     Fun Lovin' Criminals - Barry White...fantastyczny kawałek.

     Ps. O Fun Lovin' Criminals przypomniałem sobie właśnie dzięki temu Człowiekowi. I w albumie Come Find Yourself faktycznie odnalazłem siebie. :)

skomentuj (1)

Ironia 2010-01-23 16:20:52

Niedawno wyszedłem z dość poważnego dołka psychicznego. Znalazłem pracę i w ogóle jakoś się bardziej ogarnąłem. Ale życie jak to życie, co jakiś dostarcza nowe problemy...

Jestem z moją dziewczyną już prawie rok. I ostatnio nie jest między nami dobrze. Chociaż tak szczerze, to prawie nigdy nie było. Mimo wszystko pokochałem ją...Pokochałem mimo tego, że wiedziałem i byłem stuprocentowo pewien, że to był błąd. Od jakichś dwóch, trzech tygodni jest fatalnie. Owszem, są lepsze dni(tylko dlatego chciało mi się to ciągnąć), ale generalnie jest źle. Nigdy do siebie nie pasowaliśmy, ja jestem raczej wesoły, przynajmniej z pozoru, ona to hm...może nie sztywniak, ale dość poważny osobnik. Ale to jeszcze nic nie znaczyło, czasem tak bywa, że sztywniak potrzebuje kogoś luźnego i na odwrót. ;) Jako, że nie jestem głupi ani ślepy, wychwyciłem w jej zachowaniu w stosunku do mnie pewną prawidłowość. Jej znajomi raczej za nią nie przepadają(moi tym bardziej :P ) i kiedy już wszyscy ją olewają a ona łaipie z tego powodu doła, to wtedy jest we mnie wielce zakochana i ze wszystkimi sprawami przychodzi do mnie, oczywiście nie mam nic przeciwko temu, w końcu ją kocham. Ale kiedy tylko jej nastrój sie poprawia, to za każdym razem słyszę "że to nie ma sensu" i stos innych zarzutów. Takie rzeczy się nasilają zwłaszcza jak moja miła pozna jakiegoś kolejnego"przyjaciela".Wtedy zaczyna się zachowywać w stosunku do mnie oschle i niemiło, czuję się wtedy jak piąte koło u wozu. Z lubością robi mi przykrości. -,- Już mnie rzuciła dla innego, potem wróciła zarzekając się, że to wcale nie było tak, że kocha itp. Ok, wybaczyłem, ja kocham naprawdę a nie od święta. :P Oczywiście moje zaufanie do niej znacznie spadło i tak jest do dziś.

Od jakichś dwóch - trzech tygodni robi się między nami stale powiększająca się przepaść. Znowu jest "to nie ma sensu", "jesteś taki i owaki". Co prawda ona się zarzeka, że nie ma żadnego nowego "przyjaciela", ale jestem na 99proc, że ktoś taki się niedawno pojawił. Ona boi mi się o tym powiedzieć, bo jestem trochę wariat i moja reakcja mogłaby być nieprzewidywalna(np dorwałbym go i ...no, cicho ;) ). Przez ostatnie dni to ja robiłem kroki w jej stronę, chciałem poprawić to, co zepsute. Zmieniłem trochę swoje podejście do niej. Staram się rozumieć i najpierw pomyśleć a potem powiedzieć. Mimo tego, nic się nie poprawiło, a wręcz przeciwnie. Nie czuję się przez nią kochany. Męczą mnie jej ciągłe fochy i pretensje. Na razie się do niej nie odzywam. Mam dość. Najgorsze jest to, że za jakiś czas ludzie znowu ją oleją przez ten jej paskudny charakter i znowu będzie mi zawracać głowę...A ja stanowczo zbyt łatwo wybaczam.

Wiem, że powinienem jej powiedzieć "spierdalaj robić wodę z mózgu innemu frajerowi", ale...Kocham więc na razie milczę. Nie odzywam się do niej. Tak bardzo chciałbym ją znienawidzieć. Miłość by trafił szlag a ja znowu miałbym emocjonalny spokój...

Czemu taki tytuł? Nasz związek upada, ona zarzuca mi, że jestem zupełny szajbus i nic nie robię ze swoim życiem. A właśnie teraz podnoszę się z dna, odstawiłem prochy, znalazłem pracę, nie mam żadnych chorych, autodestruktywnych myśli. Powoli płynę w górę. To ironia, że kiedy w końcu zacząłem się ogarniać, ona nagle stwierdziła, że wcale tak nie jest i ten związek nie ma sensu. :P

Staram się podchodzić do tego wszystkiego cynicznie i na chłodno. Mam w dupie jej fochy i nie dołuję się tym jakoś przesadnie, chociaż nie jest mi do śmiechu. :( Żałuję tylko wielu rzeczy jakie dla niej zrobiłem, bo to zabije we mnie spontaniczność w uczuciach w przyszłości...Ale nie zrobię już nic głupiego, nie będę pił, ciął się itd.Nie spieprzę sobie znowu życia przez dziewczynę. Nie warto. Trzeba iść przed siebie mimo wszystko. Pierdolę ból.:P Wszystkim innym zranionym, wrażliwym facetom radzę zrobić tak samo. ;P

      "There is no fuckin' you, there is only Me!"
      Nine Inch Nails - Only

skomentuj (9)

La Vita 2010-01-16 14:20:07

        Życie to chwile...Lepsze, gorsze...Magiczne, prozaiczne...Uwielbiam te chwile, kiedy kończę pracę i mam luz. Wszystko zostało zrobione. Satysfakcja. Siadam wtedy w fotelu, zapuszczam stare kawałki z jakiejś anonimowej kasety w magnetofonie...Dorzucam do tego gorącą kawę...I tak siedzę. Nikt mi nie zawraca głowy. Nikt nie pogania...Czas płynie wolniej, stanowi jedynie tło...Nawet myśli znikają. Jestem i tyle...
      Uwielbiam te chwile, gdy, tak jak teraz, słowa same spływają z mózgu poprzez palce na klawiaturę, muzyka leci, a pomysły na playlisty przychodzą jeden za drugim...Wiem, że zrobiłem wszystko, co trzeba. Znowu jest satysfakcja. Znowu towarzyszy jej luz. Dziś jest jeden z tych dni, kiedy jaśnieję. Fakt, że utrafiłem z muzyką. Czasami tak bywa, że mam ochotę na coś konkretnego, ale nawet o tym nie wiem. W końcu to zapuszczam i jest...miło...
       Dochodzę do siebie po odstawieniu prochów. Teraz widzę jak bardzo mi szkodziły. Problemy ze snem, nerwy dużo większe niż zazwyczaj. Braki koncentracji. Nieumiejętność uporządkowania myśli...
      Praca mnie oczyszcza. W "Bruce Wszechmogący" Morgan Freeman grający rolę Boga powiedział, że praca fizyczna oczyszcza duszę. Doświadczam tego. A poza tym po prostu fajnie jest coś robić. Mózg odbiera wtedy na nieco innych falach. Przez parę godzin umysłowo odpoczywam. Tego mi było trzeba...

       Paul van Dyk - Santa Maria...burza. Muzyka spływała po mnie deszczem i orzeźwieniem. Totalne uwolnienie. Kąpałem się w strugach życia lejących się z ciemnogranatowych chmur zakrywających niebo. Wszędzie wokół było tak cudownie zielono. Szum wody, świergot ptaków,zapach dziewiczej przyrody w nozdrzach...Wiedziałem dlaczego. Pytania i odpowiedzi zlały się w jedno. Spływały razem z wodą po liściach...Czułem jakby moja dusza została dotknięta przez Boga...Coś pięknego...La Vita. :)

skomentuj (2)
Księga Gości
kontakt
marcinw13@autograf.pl

Kolory Życia
Żabi Mnich filozoficznie
Drive erotycznie
Siódmy Świat sugestywnie
Rubinowa z kofeiną ;)
ecume poetycko
Blestemata Z muzyką w tle...
inoue z głębią
anyszka Z finezją
małe tęsknoty Uczuciowo
elphoria elphoriowo
Taki typ A taki jeden typ pisze, że...
a-kocica-papierosa zjadliwie ;)
wendigo życie transa
mythri poetycko & z głębią
ten-kot-mnie-wkurwia wkurwo-kotnie ;)
Mike człowiek myślący
bastecik bastecikowo ;P
Miau... Przygarnij kota...

Co mi w duszy gra
last.fm